Richard Glazar

Richard Glazar – Więzień T2

 

Richard Glazar autor książki pt. „Stacja Treblinka” urodził się 29 listopada 1920 r. w Pradze, w zasymilowanej rodzinie czeskich Żydów. Zawirowania wojenne rzuciły go najpierw do Theresienstadt (Terezina) getta założonego w 1941 r. przez Niemców. Miejsce to, które było często przez byłych więźniów nazywane obozem koncentracyjnym, przez okupanta było przedstawiane, jako getto modelowe, w którym Żydzi mieli godne warunki do życia. Na potrzeby wizytacji getta w Terezinie przez Czerwony Krzyż naziści nagrali propagandowy film, w którym zaaranżowano nieistniejące na co dzień kawiarnie i sklepy. Do nagrań wybierano tylko dobrze wyglądające młode osoby i dzieci, większość starszych osób przed jego nagraniem została wywieziona do innych obozów, gdzie nie mieli szans na przeżycie np. do Auschwitz w okupowanej Polsce. Z Terezina na początku października 1942 r. Glazar trafił do Obozu Zagłady Treblinka II położonego na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Dokument transportu Richarda Goldschmida (Glazara)

z getta Theresienstadt do Treblinki

 

Tak autor wspomina specyfikę obozu:

Można by było użyć określenia „panowie i niewolnicy”, by opisać wszystkie dwunogie istoty w Treblince. Ale takie określenie jest dobre tylko, jako hasło. Bo tak naprawdę w Treblince nie jest to proste. Są tu więksi i mniejsi „panowie”. Półwładcy, komendanci katów, mistrzowie katowscy i ich pomocnicy, żywi lub na wpół żywi niewolnicy. I grabarze – mali i wielcy…

„Wachmani” – strażnicy niewolników i pachołki katów – są w pogardzie zarówno u „panów” i mistrzów katowskich, jak i u niewolników, wyklętych. Wszyscy oni są młodzi, około dwudziestki, wszyscy tryskają zdrowiem i odznaczają się prostactwem…

Po czym rozpoznasz w Treblince, że już tu coś znaczysz, że masz już twarz i imię? Po prostu po tym, czy bez trudu wejdziesz do jakiegoś warsztatu, najlepiej do krawieckiego, do „towarzystwa”. Nie każdy może się tam dostać, by przez chwilę, w wolnym czasie przed dziewiątą trochę poudawać życie…

O dziewiątej wieczorem trzeba gasić świece i wszyscy mają leżeć na swoich miejscach… Jutro wyrzucę na górze jedwabną piżamę, którą wyciągnąłem z pościeli i mam teraz na sobie. Po trzech dniach, a raczej trzech nocach, jest upstrzona krwawymi plamami po pchłach. Może jutro przyniosę sobie z góry nową piżamę… Może moja piżama nie dotarła jeszcze do Treblinki, może jeszcze jest w drodze. A może jutro nie będę już jej potrzebował…

Richard Glazar, Stacja Treblinka, Warszawa 2011.

Glazar pracował w obozie w komandzie zajmującym się sortowaniem rzeczy po zamordowanych. Przetrwał piekło Treblinki, uciekł z obozu po buncie, który wybuchł 2 sierpnia 1943 r. Znalazł się w grupie kilkudziesięciu osób, którym udała się ucieczka. Był jednym z nielicznych, którym udało się przeżyć w obozie tak długo, prawie przez cały okres jego funkcjonowania. Z Treblinki wyniósł cztery brylanty, które miały mu ułatwić przetrwanie i być dowodem dla świata o okropieństwach, z jakimi przyszło mu się mierzyć. Wielokrotnie opowiadał o Treblince, brał udział w procesach zbrodniarzy, jako świadek. Był bardzo wiarygodny dla Sądu ponieważ, zeznania składał bez zbędnych emocji i mimo iż obciążał poszczególnych oskarżonych, o niektórych wypowiadał się pozytywnie. Dawał tym wyraz, że nie obciąża oprawców z powodu nienawiści, tylko przez rzeczywiste zbrodnie. Richard Glazar słynął z poczucia humoru oraz był świetnym mężem i ojcem. Przeżycia z Treblinki pozostawiły na nim swoje piętno, z którym się zmagał do końca życia. Kiedy zabrakło u jego boku żony, największej podpory, tydzień po jej śmierci, w grudniu 1997 r. rzucił się z okna na czwartym piętrze w domu seniora w Pradze.

W swojej książce „Stacja Treblinka”, Richard Glazar przenosi czytelnika do rzeczywistości obozowej. Pozwala, choć w części zrozumieć, co działo się w Obozie Zagłady Treblinka II.

Ilona Flażyńska

Zdjęcia pochodzą z książki Richarda Glazara, Stacja Treblinka, Warszawa 2011.