
Jakub (Jankiel) Wiernik przyszedł na świat 2 lipca 1889 roku na terenie Woli w Białej Podlaskiej, na ziemiach zaboru rosyjskiego. Jego rodzice mieli na imię Izaak i Sara. Początkowo mieszkał w Kobryniu i podobnie jak ojciec wykonywał zawód majstra stolarskiego. W młodości został członkiem Bundu (1904?). Aby uniknąć konkurowania w branży stolarskiej z najbliższą rodziną Wiernikowie przenieśli się z powrotem do Białej Podlaskiej.
W rozmowie z M. Y. Feigenbaumem twierdził, że został wcielony do armii rosyjskiej i brał udział w I wojnie światowej a za odwagę wykazaną podczas bitwy nad Bzurą (1914-1915) wyróżniono go odznaczeniem. Miał też brać udział, po stronie polskiej, w wojnie polsko-bolszewickiej (1919-1921) i zostać wyróżnionym najwyższym odznaczeniem za odwagę wykazaną podczas Bitwy Warszawskiej (VIII 1920). Być może w jakimś związku z sentymentem do tego i późniejszych wydarzeń pozostaje fragment „Roku w Treblince” relacjonujący postój na stacji Treblinka tuż przed wjazdem do obozu zagłady:
Byliśmy więc bardzo spragnieni. Wglądałem oknem. Wieśniacy przynosili wodę i żądali za butelkę 100 zł. Nie miałem pieniędzy, prócz 10 zł, a w srebrze 2, 5, 10 zł z obrazem Marszałka, które przechowywałem na pamiątkę. Musiałem więc z wody zrezygnować. Inni kupowali.
W okresie międzywojennym Wiernik mieszkał w Warszawie, gdzie 29 grudnia 1932 roku zdał egzamin mistrzowski w Warszawskiej Izbie Rzemieślniczej. Przez szereg lat pełnił też w niej funkcję członka komisji egzaminacyjnej. Dostępne biogramy nie precyzują jednak czy jako mistrz stolarski czy też ciesielski. We wspomnieniach z Treblinki Wiernik twierdzi, że jest cieślą (Jestem z zawodu cieślą). W każdym razie to właśnie umiejętności ciesielskie pozwoliły mu przeżyć Treblinkę.
W Warszawie pełnił też funkcję zarządcy domu rodziny Stefana Krzywoszewskiego, przedwojennego komediopisarza, dziennikarza i dyrektora warszawskich teatrów. Gdy wybuchła wojna, trafił do warszawskiego getta, skąd 22 (ewentualnie 23) lipca 1942 roku został deportowany do Treblinki, dokąd dotarł następnego dnia. W Obozie Zagłady Treblinka II spędził przeszło 11 miesięcy. Uciekł 2 sierpnia 1943 roku podczas buntu więźniów. W jego przygotowaniu odegrał ważną rolę. Jako jeden z niewielu więźniów mógł się poruszać po całym obozie. Przekazywał informacje pomiędzy więźniami znajdującymi się w odizolowanych od siebie częściach obozu, m.in. z Totenlager, gdzie znajdowały się komory gazowe i masowe groby. Po przybyciu do obozu, tak jak inni więźniowie, przenosił przez pewien czas do masowych grobów ciała zamordowanych znajdujące się w różnym stanie rozkładu. Po kilku dniach został włączony do prac przy budowie nowych komór gazowych. Prawdopodobnie wraz z innymi więźniami pracującymi na budowie wynosił też w tym czasie ciała zagazowanych ze starych komór gazowych do masowych grobów. Wskazuje na to dobra znajomość rozmiarów obu obiektów, które zawarł w swych wspomnieniach. Właśnie wtedy zwrócił uwagę Niemców swymi umiejętnościami ciesielskimi i został włączony do grupy rzemieślników wykonujących różne prace na terenie całego obozu.
Pracowałem w obozie nr. 1. Obracałem się wtedy swobodnie. Jakkolwiek dużo tu widziałem, to jednak widok zagazowanych w obozie nr. 2 (tj. Totenlager – P.J.) był o wiele straszniejszy. Miałem już w obozie nr. 1 pozostać na stałe. Starał się o to Baumeister Hermann i czeski majster stolarski. Uważali, że nie mają równych mnie rzemieślników, więc na razie byłem im potrzebny.
Od tego momentu Wiernik był stosunkowo dobrze traktowany, więc mógł dokonywać obserwacji i zbierać informacje na temat funkcjonowania obozu i obiektów znajdujących się na jego terenie. Podczas ucieczki 2 sierpnia 1943 roku zranił lub zabił uderzeniem siekiery ukraińskiego strażnika, który próbował go zastrzelić. Po dotarciu do Warszawy znalazł schronienie u wspomnianego Stefana Krzywoszewskiego. W jego mieszkaniu ukrywał się przez dziesięć dni. Następnie wyrobiono mu fałszywą kenkartę na nazwisko „Kowalczyk”. Później posługiwał się też dokumentami na nazwisko „Jan Smarzyński”. Aryjski wygląd pozwolił mu poruszać się po Warszawie, a nawet znaleźć pracę nocnego stróża. W drugiej połowie 1943 roku zaczął spisywać swoje wspomnienia z pobytu w obozie, które zostały wydane w 2000 egzemplarzy na początku 1944 roku, jako licząca ponad dwadzieścia stron broszura Rok w Treblince. Przełomowe znaczenie dla jej powstania miała odegrać jego późniejsza żona Sara, której córkę adoptował.
- Krzywoszewski, Długie życie: Znalazł (tj. Wiernik – P.J.) również pokrewną duszę, która spisała jego przeżycia w Treblince. Skrypt został przesłany do Londynu, tam przełożono go na język angielski. Ogłoszony drukiem w Stanach Zjednoczonych, rozszedł się podobno w wielkiej ilości egzemplarzy.
Drukujący je konspiracyjny drukarz Kazimierz Gliński wspominał, iż wielokrotnie musiał przerywać pracę z powodu szoku wywołanego jego treścią.
Podczas Powstania Warszawskiego (VIII-IX 1944) Wiernik walczył jako strzelec w szeregach 1 Kompanii Brygady Syndykalistycznej Polskiej Armii Ludowej.
Po wojnie dwukrotnie składał zeznania: w 1945 roku przed sędzią Zdzisławem Łukaszkiewiczem i w 1947 roku na procesie Ludwiga Fischera. Następnie wyemigrował do Szwecji, skąd w 1949 roku przybył do Izraela. W latach 50. zaczął wykonywać makietę obozu zagłady w Treblince, która posłużyła jako materiał dowodowy podczas procesu Adolfa Eichmanna w Jerozolimie w 1961 roku. Zeznawał też w 1964 roku na pierwszym procesie zbrodniarzy z Treblinki w Düsseldorfie. Nie mógł uczestniczyć w procesie Franza Stangla w 1969 roku, ponieważ był chory. W obu tych postępowaniach sądowych, a także podczas procesu Iwana Demianiuka w 1987 roku wykorzystywano jego makietę.
Od momentu ucieczki z obozu zagłady lub nawet jeszcze wcześniej Wiernik pragnął przekazać światu to, co tam widział i przeżył. Chciał dać świadectwo cierpienia narodu żydowskiego podczas II wojny światowej i katastrofy cywilizacyjnej, która dotknęła wówczas ludzkość. Niech jego testamentem będzie wstęp do Roku w Treblince.
DROGI CZYTELNIKU!
Dla Ciebie jedynie przedłużam swój marny żywot. Dla mnie stracił on wszelki urok. Bo czyż mogę swobodnie oddychać i cieszyć się wszystkim, co natura stworzyła?
Bardzo często budzę się w nocy ze strasznym jękiem. Koszmarne widziadła przerywają mi tak pożądany sen. Widzę tysiące kościotrupów, wyciągających do mnie swe trupie ręce, prosząc o życie i litość. A ja oblany kroplistym potem, czuję się niemocen pomóc. Zrywam się wtedy, przecieram oczy i cieszę się, że jest to jedynie sen. Życie mam zatrute. Widma śmierci przesuwają się przede mną. Dzieci, dzieci i jeszcze raz dzieci.
Wszystkich najbliższych złożyłem w ofierze. Sam prowadziłem na stracenie. Sam budowałem dla nich kamery śmierci.
Dziś jestem bezdomnym starym człowiekiem. Bez dachu nad głową, bez rodziny, bez bliskich. Sam do siebie mówię, sam sobie odpowiadam. Jestem koczownikiem. Ze strachem przestępuję osiedle ludzkie. Zdaje mi się, że wszystkie przeżycia są wyryte na mej twarzy. Gdy się przeglądam w strumieniu lub rzece, strach i zdziwienie wykrzywiają mi twarz. Czyż jestem do człowieka podobny? Nie. Po stokroć nie. Obrośnięty, zaniedbany, zniszczony. Sto wieków dźwigam na swych barkach. Ciężko mi. O jakże ciężko. A przecież na razie dźwigać muszę. Chcę i muszę. Ja, który widziałem zagładę trzech pokoleń, żyć muszę dla przyszłości. Świat cały musi się dowiedzieć o bezeceństwach tych barbarzyńców. Wieki i pokolenia muszą ich potępiać. Właśnie ja mam być sprawcą tego. W najśmielszej wyobraźni nikt sobie takiego obrazu nie wytworzy jak to, com widział i przeżył. Również żadne pióro tego nie opisze. Chcę podać wszystko Niech ludzie wiedzą. Niech świat cały wie, co to jest „kultura zachodnia”. Jam cierpiał, prowadząc miliony na stracenie. Niech się dowiedzą miliony. Po to żyję. To jest mój jedyny cel. W samotności i ciszy obmyślam wszystko i podaję wiernie. Samotność i cisza są moimi wiernymi przyjaciółmi. Jedynie świergot ptaków towarzyszy mi w rozmyślaniu i pracy. O drogie ptaki. Wy kochacie mnie jeszcze. W innym razie nie świergotałybyście tak wesoło i nie oswajałybyście się tak prędko ze mną. Kocham was jak kocham każdy boży twór. Może wy mnie uleczycie. Może potrafię śmiać się jeszcze kiedyś.
Może nastąpi to wtedy, gdy ukończę mą pracę i z nóg naszych spadną kajdany.
Jankiel Wiernik zmarł 12 grudnia 1972 roku w Riszon le-Cijjon w Izraelu.
Piotr Jagła



